sobota, 27 listopada 2010
UNIKATOWI POLACY - Kazimierz Deyna

Kazimierz Deyna (ur. 23.10.1947 Starogard Gdański, zm. 1.09.1989 San Diego w USA) – polski piłkarz, wielokrotny reprezentant Polski. Najlepszy piłkarz polski XX wieku według tygodnika "Piłka Nożna". Pseudonim: "Kaka", "Generał", "Kaz". Pozycja na boisku: napastnik-pomocnik. W reprezentacji Polski w 102 meczach zdobył 45 goli.

W 1996 roku ukazała się książka, którą napisał Stefan Szczepłek pt.: "Deyna".

Ciekawostka: w końcówce meczu z Pogonią w 1969 roku Legia prowadziła 5:0, a do rzutu wolnego podszedl Deyna. Strzelił w samo okienko zdobywając gola, ale sędzia dostrzegł jakieś uchybienia i nakazał powtórzenie strzału. Po chwili "Kaka" strzelił w zupełnie inny sposób i ponownie bramkarz wyjmował piłkę z bramki. O takiej sytuacji słyszano wcześniej tylko w przypadku strzałów Garrinchy w meczu z Bułgarią.

Katastrofa smoleńska - najnowsze informacje

Źródło: "Najwyższy CZAS" Nr 48 (1071)
Autor:
Leszek Szymowski

Oficjalna rosyjska wersja śledztwa w sprawie katastrofy Tu-154M jest sprzeczna z prawami fizyki - zeznał w wojskowej prokuraturze profesor Mirosław Dakowski - fizyk, członek międzynarodowego zespołu wyjaśniającego przyczyny upadku prezydenckiego samolotu. „Najwyższy CZAS!" dotarł do jego zeznań.

Profesor Mirosław Dakowski przeanalizował dostępne w internecie zdjęcia wykonane wkrótce po katastrofie. Skorzystał też z oficjalnych danych technicznych dotyczących modelu samolotu Tu-154M. - W sytuacji, gdy szczegółowa wiedza o parametrach końca lotu Tu-154M jest zarezerwowana wyłącznie dla strony rosyjskiej, wszystkie rejestratory tych danych są zagarnięte przez stronę podejrzaną, nawet oryginał tzw. trzeciej skrzynki został im przekazany, nam pozostaje potężna broń - korzystanie z niezmiennych i nie dających się zafałszować praw logiki oraz praw natury, czyli „praw zachowania" fizyki - mówił Dakowski. - Nie wystarczą one do zrozumienia, co się tam stało. Pozwalają jednak wykluczyć wersje antyfizyczne, antylogiczne.

Dowód pierwszy: brzoza

Pierwszym tropem są zdjęcia brzozy, o którą samolot miał uderzyć skrzydłem w krótką chwilę przed katastrofą. - Jeśli ta brzoza została zupełnie obcięta przez prawie poziomo lecący przedmiot, to z analizy zdjęcia wnioskujemy, iż przekaz pędu był na tyle niewielki, że korona nie odleciała na pewną odległość „w przód", lecz spadła tuż koło swego pnia w kierunku prostopadłym do hipotetycznego lotu płatowca - wyjaśniał profesor. - Przypomina to więc cięcie szablą. W takim przypadku niemożliwe jest równoczesne urwanie paru metrów skrzydła przez tak małą zmianę pędu, który miałby mieć wielkie działanie destrukcyjne.

Zdaniem Dakowskiego, ważną przesłanką jest również drzazga na brzozie, która wskazywać może na późniejsze odłamanie się korony drzewa. Ten ślad wskazuje na to, że tupolew nie zahaczył o brzozę, lecz bardzo lekko i delikatnie musnął ją końcówką skrzydła. Ta wersja wyklucza uszkodzenie tak duże, aby urwało się kilka metrów skrzydła, co sugeruje MAK. Wyliczenia profesora Dakowskiego przeczą więc wersji o tym, jakoby tupolew stracił sterowność i odwrócił się na grzbiet wskutek uderzenia skrzydłem o brzozę.

Co więcej: jeśli przyjąć, że w ostatnich sekundach lotu kapitan Arkadiusz Protasiuk zwiększył do maksimum ciąg silników, aby osiągnąć maksymalną moc, zaowocowało to ogromnym pędem powietrza. - Prąd powietrza o sile huraganu powinien porwać koronę ze sobą, w kierunku hipotetycznego lotu samolotu - mówi profesor Dakowski. Korona spadała jednak pionowo w dół, co dowodzi, że nie została porwana wiatrem wytworzonym przez ciąg. Z tego z kolei wynika, że nieprawdziwa jest wersja, jakoby w ostatnich sekundach, samolot leciał na pełnym ciągu.

Dowód drugi: śmieci

Na zdjęciu widać, że obok brzozy leżą bezładnie porozrzucane śmieci. Brakuje na nich śladów skutków pędu powietrza spowodowanego przez samolot, który wg MAK leciał na wysokości paru metrów nad ziemią. Pęd powietrza musiałby doprowadzić do tego, że worki ze śmieciami i pojedyncze odpady zostałyby porozrzucane na dużą odległość. Nic takiego się nie wydarzyło. Co więcej: - Gdyby dodatkowo uwzględnić, co niektórzy analitycy zakładają, możliwość lub nawet konieczność podnoszenia samolotu po uderzeniu o brzozę przez pełen ciąg silników, to byłyby dodatkowo widoczne ogromne efekty gorących gazów emitowanych w dół z silników na otoczenie widoczne na zdjęciu - mówił prokuratorom profesor Dakowski. Tymczasem nawet worki ze śmieciami i same śmieci są i były w spoczynku. Na zdjęciach nie ma żadnych zaburzeń spowodowanych dwoma powyższymi czynnikami.

Dowód trzeci: wybuch

Kolejnym śladem jest widoczny na zdjęciach wygląd wraku tupolewa. Z praw fizyki wynika, że po uderzeniu o ziemię dochodzi do zgniecenia kadłuba. Z podobnymi sytuacjami mamy do czynienia, kiedy dochodzi do wypadku samochodowego. Wówczas część samochodu również ulega zgnieceniu. Tak samo jest w przypadku samolotu. Uderzenie o ziemię z ogromną siłą sprawia, że kadłub ulega zgnieceniu. Aby przy uderzeniu samolotu o ziemię kadłub mógł wybuchnąć, w środku musi dojść do pożaru albo wybuchu. Dopiero w takim przypadku kadłub rozrywany jest na dziesiątki tysięcy części.

Zdjęcia z katastrofy smoleńskiej stanowią zagadkę. Widać na nich, że kadłub samolotu faktycznie się rozleciał, a nie uległ wgnieceniu. - Moja analiza niektórych z licznych przecież w Polsce zbiorów szczątków Tu-154M wskazuje, że części z duralu nie zostały zgniecione, lecz rozerwane - mówił Dakowski. - Konieczne jest sprawdzenie tego twierdzenia w laboratoriach specjalistycznych, np. Wydziału Mechaniki Politechniki Warszawskiej. Mam nadzieję, że Prokuratura Wojskowa takie pytania zadała i odpowiedzi uzyskała. Jeśli zostanie potwierdzone rozerwanie, to wybuch przestanie być hipotezą, stanie się oczywistością.

To nie jedyny dowód w sprawie. Profesor Dakowski zwrócił również uwagę prokuratorów na zdjęcia, na których widać, że dolna część kadłuba z włazem mniej więcej na odcinku odpowiadającym literom „EPUBLIC OF P" położona jest w kierunku przeciwnym do prawdopodobnego ruchu kadłuba. Co najważniejsze, ta część stoi pionowo. Brzegi tego fragmentu wygięte są na zewnątrz, co wskazuje na działanie siły od środka kadłuba. Ciężko znaleźć wytłumaczenie dla takiego położenia tego elementu. Prawdopodobna hipoteza jest taka, że pierwotnie równolegle do niego znajdował się cały kadłub. Następnie wybuch, który rozerwał kadłub, i siła działająca od jego wnętrza przesunęła element w stronę drzewa tak, że się o nie oparł. W tych samych okolicznościach powstały również wygięcia fragmentów w stronę zewnętrzną.

Dowód czwarty: krater

Ponadto, zdaniem profesora Dakowskiego, gdyby spadający samolot uderzył w ziemię z tak ogromną prędkością, jak miało się to stać według śledczych z MAK, w ziemi musiałby powstać krater. Uderzenie musiałoby wyzwolić energię kinetyczną, która doprowadziłaby do zgniecenia kadłuba. - Takie uderzenie nie mogłoby spowodować rozerwania kadłuba na tysiące części - dowodził naukowiec w rozmowie z wojskowymi prokuratorami. Co więcej: brak krateru dowodzi również tego, że samolot nie upadł w tym miejscu, gdzie znaleziono jego wrak. Upaść musiał wcześniej.

Profesor zwrócił również uwagę na to, że na zdjęciach zrobionych po katastrofie widać doskonale fragmenty kadłuba, ale nie widać kabiny pilotów. A tymczasem kabina pilotów wykonana jest z twardszego materiału niż wszystkie inne części. Jak więc tłumaczyć to, że nie ma po niej śladu? Zdaniem profesora, to kolejna przesłanka przemawiająca za tym, że kabina została wysadzona w powietrze.

- Fakt, iż kadłub jest rozpryśnięty na dziesiątki tysięcy drobnych ułamków i większych części, w związku ze stwierdzeniem prokuratora Andrzeja Seremeta, że „na pokładzie nie doszło do wybuchu konwencjonalnego", wskazuje na wybuch ładunku niekonwencjonalnego - zeznawał profesor Dakowski. - Narzucającą się przyczyną tak destruktywnego „rozpryśnięcia" kadłuba jest eksplozja bomby termo-wolumetrycznej w czasie zatrzymywania się kadłuba (z dokładnością 2-4 sekund). Z tej przyczyny uzasadnialiśmy konieczność ekshumacji już 2 maja.

Dowód piąty: przeciążenia

Profesor Dakowski obliczył też siłę przeciążenia, jaka mogła zaistnieć w momencie uderzenia samolotu o ziemię. Według niego, przy prędkości 300 km/h i długości drogi hamowania 100 metrów, średnie przeciążenie wynosiło 3,5 g (g to wartość przyciągania ziemskiego). Jeśli przyjąć, że samolot faktycznie zawadził skrzydłem o brzozę, oznacza to, że pokonał później drogę 200 metrów (taka odległość dzieli brzozę od miejsca upadku). Przeciążenie nie mogło więc być przyczyną śmierci pasażerów (śmiertelne przeciążenie to co najmniej 14 g). Według MAK, to właśnie przeciążenie o wartości 40-100 g powstałe w wyniku uderzenia samolotu o ziemię było przyczyną śmierci pasażerów.

Jak zauważył profesor Dakowski, tak ogromne przeciążenie pozostawia na zwłokach człowieka wyraźne ślady - odrywają się kończyny, a oczy i mózg wypływają przez oczodoły. Takich śladów jednak nie ma. Większość zwłok rozpoznawali krewni ofiar i nie zauważyli takich śladów. Potwierdza to również protokół sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w którym nie ma mowy o tego rodzaju uszkodzeniach ciała.

- Prawa fizyki i logiki działają niezależnie od kwestii politycznych - uważa profesor Mirosław Dakowski. Jego obliczenia (jest jednym z najbardziej znanych i cenionych fizyków w Polsce) obalają wersję MAK i jego tezy, że smoleńska katastrofa była wynikiem błędu pilotów. Analizy profesora Dakowskiego mogą być przełomowe dla wyjaśnienia prawdziwych okoliczności tragedii. Czy jednak polska prokuratura wykorzysta tę wiedzę?

13:10, hrabia1964 , POLITYKA
Link Dodaj komentarz »
Nigel Farage: O rozpadającej się Unii

11:39, hrabia1964 , POLITYKA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 listopada 2010
Szantaż w majestacie prawa

20 listopada (sobota) na Uniwersytecie Warszawskim, odbyła się debata kandydatów na prezydenta Warszawy, na którą na ŻĄDANIE SZTABÓW WYBORCZYCH Hanny Gronkiewicz-Waltz (PO) i Czesława Bieleckiego (PiS), nie został zaproszony pan Janusz Korwin-Mikke.

Oto relacja jednego z uczestników debaty ("Pavel 'Krou' Karpesh): - Właśnie wróciłem z debaty. Zapytałem niezależnie od siebie 4 osoby z plakietkami "ORGANIZATOR", wszyscy odpowiedzieli mi to samo: Chcieliśmy go zaprosić, ale sztaby kontrkandydatów zagroziły, że jeśli on będzie to się nie pojawią. Więc JKM nie zaprosili, bo by się reszta nie pojawiła. Ot tak, proszę państwa. Organizatorzy dali dzupy, za przeproszeniem i stali się marionetkami. (...)".

Takimi oto metodami walczą kandydaci z obozu rządzącego (PO, PIS) z panem Januszem Korwin-Mikke, wiedząc o tym, że są po prostu gorsi od niego. Jest to szantaż polityczny w majestacie prawa. Współczuję warszawiakom, którzy w ten sposób nie mogą zapoznać się z programami innych kandydatów.

Parafrazując znanego satyryka Jerzego Kryszaka, który powiedział w jednym ze swoich kabaretów: jeżeli ONI są uczciwi - jeżeli ONI są uczciwi, to my jesteśmy POPAPRAŃCY !

20:20, hrabia1964 , POLITYKA
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 listopada 2010
Ściema rządu w sprawie zwolnienia urzędników

W 1989 roku Polska miała 100 000 urzędników - obecnie mamy ich około 600 000.

W tym miejscu podaję niedoinformowanym definicję urzędnika: urzędnik, jest to osoba, która nic nie produkuje (tzw. darmozjad) i która głosuje w wyborach na swojego pracodawcę (rząd), ponieważ od niego dostaje pensję.

Tak więc, im więcej biurokracji, tym więcej urzędników - im więcej urzędników, tym mniejsza obawa rządu, że nie wygra kolejnych wyborów. Partia rządząca jest zainteresowana powiększaniem liczby urzędników, gdyż jest to jej naturalny elektorat.

Podana w mediach informacja, że "Rząd chce w przyszłym roku zwolnić prawie 28 000 urzędników administracji publicznej" jest o tyle śmieszna, że jest to tylko 4,5 procenta z obecnej rzeszy 600 000 urzędników.

Poza tym nie wierzę w te obietnice - obawiam się, że liczba urzędników wzrośnie, a to co ogłasza obecnie rząd, to tzw. "głodne kawałki dla ludu".

Dopóki nie zmniejszy się wyraźnie biurokracja i dopóki nie zostaną mocno obniżone podatki, my Polacy nie doczekamy się dobrobytu w tym kraju.

20:13, hrabia1964 , POLITYKA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 listopada 2010
Wprowadzono w Polsce zakaz palenia papierosów

I znów mniej wolności...

Ciekawa sprawa - Państwo pozwala na handel papierosami i czerpie z tego ogromne zyski, ludzie popadają w nałóg palenia, a następnie Państwo uderza w tych ludzi, wprowadzając kary za palenie w miejscu publicznym.

A dlaczego Państwo nie zakaże sprzedaży papierosów, aby ludzie się nie truli? Odpowiedź jest prosta: wpływy z podatku akcyzowego są zbyt cenne!

Parę lat temu wprowadzono w Hiszpanii podobny przepis. Okazało się, że jest to przepis martwy i nikt go już dzisiaj nie przestrzega. Poza tym, właściciele pubów w obronie wolności zawieszali w swoich lokalach (na znak protestu) olbrzymie znaki "Zakaz zakazywania".

Przeglądając Internet znalazłem taką oto propozycję na ominięcie tego przepisu: trzeba zacząć otwierać lokale tylko dla palących na tzw. "zaproszenia". Kto nie pali, nie ma wstępu.

23:32, hrabia1964 , POLITYKA
Link Komentarze (3) »
niedziela, 14 listopada 2010
Katastrofa smoleńska

Wiele już Polakom nakłamano w tej sprawie - nie zanosi się, aby prawda została ujawniona. Dlatego potrzebny jest tzw. zdrowy rozsądek.

Proponuję zastanowić się nad jednym podstawowym faktem: czy normalnym jest to, że samolot uderzający w ziemię z tak niskiej wysokości rozlatuje się na drobne kawałki?

Czy znacie już przyczynę katastrofy, bo ja tak.

12:28, hrabia1964 , POLITYKA
Link Dodaj komentarz »
Miałem sen, piękny sen...

ciąg dalszy nastąpi...

01:23, hrabia1964
Link Dodaj komentarz »
Konkurs na prezydenta Polski wygrał Komorowski

W tytule czytamy: "Konkurs na prezydenta Polski wygrał Komorowski" - tytuł jest prowokacyjny, ale jakże prawdziwy.

Nie tak dawno odbywał się konkurs na prezydenta Polski - czemu nie wybory a konkurs? Odpowiadam: wybory prezydenckie byłyby wtedy, gdyby w szranki stanęli "mężowie stanu". W sytuacji, gdy żaden z kandydatów nie zasługuje na miano "męża stanu", wybory zamieniają się w konkurs typu: wybierzmy najlepszego z najgorszych.

I żeby wszystko było jasne: to nie jest mój prezydent.

00:59, hrabia1964 , POLITYKA
Link Dodaj komentarz »